Błogosławieni miłosierni…

Druga Niedziela Wielkanocna, czyli Bożego Miłosierdzia rozpoczyna obchód Tygodnia Miłosierdzia. Warto w tym czasie pomyśleć co ja robię dla innych?, tak zupełnie bezinteresownie, nie szukając własnej chwały czy innych korzyści. Jak takie działanie wymaga nieraz samozaparcia, delikatności, pracy w ciszy, może nawet ukrywania się przed światem.

Już dawno miałem o tym napisać, ale nie chciałem aby wybrzmiało to jako jakieś przechwałki. Czasami trudno zacząć czynić dobro samemu z siebie, potrzebujemy jakiegoś dobrego przykładu do naśladowania. Wokół nas jest wiele osób, które potrafią poświęcić swój wolny czas. Ale gdzie? Dlaczego ich nie widać? Bo dobro zazwyczaj jest ukryte, cichutkie, niemal niezauważalne. Zło widać na każdym kroku, bo wręcz krzyczy i błyszczy – zobacz mnie, tu jestem. Diabeł chętnie chwali się swoimi dziełami. Nieraz wręcz zło wydaje się nam bardziej atrakcyjne niż dobro.

W czynieniu dobra można odnaleźć piękno, czyli samego Boga. W bliźnim dostrzegamy samego Stwórcę. Jak pomagać? Kościół przez wieki wypracował 14 uczynków miłosierdzia, o których w tym szczególnym czasie jaki przeżywamy warto przypomnieć. Siedem uczynków miłosierdzia co do ciała: Głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w domu przyjąć, więźniów pocieszać, chorych nawiedzać, umarłych pogrzebać oraz siedem uczynków miłosierdzia względem duszy: grzeszących upominać, nieumiejętnych pouczać, wątpiącym dobrze radzić, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darować, modlić się za żywych i umarłych. Proste instrukcje jak czynić dobro wokół nas. Te 14 wskazówek opiera się na dobrze znanym nam tekście z Ewangelii wg św. Mateusza (Mt 25, 31-45) opowiadającym o Sądzie Ostatecznym. Syn Człowieczy dzieli ludzi na stojących po prawej i lewej stronie, jednych zapraszając do Królestwa, a drugich wyrzucając precz. Zdziwienie jest po jednej i drugiej stronie: jak to kiedy uczyniliśmy czy nie uczyniliśmy czegoś wobec Ciebie Panie? Chrystus odpowiada, że liczy się każdy bliźni, zwłaszcza ten najmniejszy odepchnięty i zapomniany.

Bardzo poruszyła mnie sytuacja, która miała miejsce na początku roku. Grupa młodzieży z naszej parafii została poproszona, aby zagrać kolędy podczas niedzielnej Mszy w jednym z domów dla ludzi starszych, samotnych, którzy często z dala od bliskich czekają na spotkanie ze Stwórcą. Trzeba było szybko się zorganizować, bo prośba przyszła w piątek wieczorem. Zmobilizować się, przećwiczyć śpiew, zorganizować transport, a wszystko po to, aby nieco umilić czas ludziom, których się zupełnie nie zna. Oczywiście nasza młodzież okazała się niezawodna. Mogli odmówić, albo powiedzieć, że za tydzień, bo nie zdążą się zorganizować. We wszystkim jest jednak palec Boży. Za tydzień było by już za późno dla jednego z podopiecznych, naszego parafianina. Miłosierdzie wymaga nieraz decyzji nagłych, spontanicznych. Bliźni, który potrzebuje naszej pomocy, potrzebuje jej już, nie za tydzień. Warto o tym pomyśleć w kontekście przeżywanego Tygodnia Miłosierdzia. Co uczyniłem dla jednego z tych braci moich najmniejszych? Jak wypełniam uczynki miłosierdzia w codziennym życiu? Skoro specjalnie nic nie robię, to czy przynajmniej modlę się za tych, którzy po cichu czynią dobro?