Pedagogia ciała

W wychowaniu chrześcijańskim często zbyt małą wagę przywiązuje się do wychowania w sferze cielesnej. Tymczasem jest to pierwsza sfera, którą odkrywa w sobie dziecko i nie poradzi sobie z nią w sposób spontaniczny. Kryzys wielu młodych ludzi zaczyna się właśnie w tej sferze. Lenistwo, zaburzenia w odżywianiu, niezdrowy tryb życia, skupianie się na popędach, szukanie chwilowej przyjemności za cenę długotrwałego cierpienia, utożsamianie się z ciałem czy uleganie dyktaturze ciała, to tylko niektóre z poważnych zagrożeń w tej sferze. Właśnie dlatego wychowanie integralne zaczyna się od uczenia wychowanka dojrzałej postawy wobec własnego ciała.

Wychowanie – trudny kawałek chleba (Wzrastać w latach, w mądrości i łasce u Boga i ludzi)

PEDAGOGIA CIAŁA

  1. 1. Człowiek i jego ciałoCzłowiek to ktoś kto ma ciało, ale nie jest ciałem lecz osobą.

Istnieją trzy podstawowe koncepcje człowieka, do których odwołują się poszczególne systemy pedagogiczne:

– materializm

– spirytualizm

– personalizm

Materializm i spirytualizm to systemy, w których człowiek postrzegany jest w sposób jednostronny, ideologiczny, czyli oparty na przyjętych założeniach ideologicznych, a nie na rzetelnej analizie ludzkiej rzeczywistości. Oba te systemy proponują zaburzoną postawę wobec cielesności człowieka. Wychowanie w duchu materialistycznym prowadzi do zupełnego podporządkowania wychowanka jego cielesności. W tej perspektywie nie ma istotnej różnicy między życiem człowieka a życiem zwierzęcia, gdyż człowiek jest zupełnie zdeterminowany swoim ciałem oraz materialnymi warunkami, w których żyje. Z kolei wychowanie w duchu spirytualizmu dąży do odcięcia wychowanka od kontaktu z jego cielesnością.

Trendy kulturowe i cywilizacyjne z zachodu wciskające się w naszą polską rzeczywistość lansują:

– kult młodości

– skupia uwagę na wyglądzie fizycznym

– promuje wszelkiego rodzaju ustępstwa wobec zachcianek ciała

Możliwość kształtowania dojrzałej postawy oraz szacunku dla ludzkiego ciała mają tylko te systemy pedagogiczne, które opierają się na personalistycznej koncepcji człowieka. Personalizm ukazuje człowieka jako osobę, czyli jako kogoś, kto jest obdarzony zdolnością rozumienia samego siebie oraz kto w sposób odpowiedzialny potrafi korzystać ze swojej wolności. W perspektywie personalistycznej człowiek jest widziany jako osoba wcielona, czyli jako ktoś, kto żyje i funkcjonuje jednocześnie w sferze psychofizycznej i duchowej.

  1. 2. Biblijna antropologia ciała – Ciało człowieka pochodzi ze świata zwierząt, ale człowiek pochodzi od Boga.

Pismo Święte ukazuje i respektuje całego człowieka, potwierdzając że człowiek jest osobą wcieloną. W antropologii biblijnej ciało ludzkie jest aż tak ważne, że na zawsze pozostanie integralnym elementem człowieka. Także po jego śmierci fizycznej. W wieczności zbawienia lub potępienia człowiek będzie istniał nie tylko w wymiarze duchowym i psychicznym, ale również w wymiarze cielesnym (por. 1Kor 15, 35-37). KKK 990 przypomina nam, iż „zmartwychwstanie ciała oznacza, że po śmierci będzie żyła nie tylko dusza nieśmiertelna, ale że na nowo otrzymają życie także nasze śmiertelne ciała (Rz 8, 11)”, Pierwowzorem w tym względzie jest dla nas Chrystus.

Poprzez ciało wyraża się osoba ludzka. Kto dotyka mojego ciała, ten dotyka mnie, a nie tylko moje ciało. Kto ulega jakimś uzależnieniom czy nałogom w sferze cielesnej, ten nie tylko ma zniewolone ciało – on sam jako człowiek, jako osoba wcielona, staje się kimś uzależnionym i okalecza swoją wewnętrzną wolność. Nowy Testament podkreśla, że ciało stało się nie tylko sposobem widzialności człowieka, ale także miejscem grzechu, znakiem odejścia od Ducha Bożego. Według św. Pawła (Rz7, 18-21) ludzkie ciało bywa przeciwstawiane duchowi i potrzebuje odkupienia. Dlatego też „i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha (…) całą istotą wzdychamy, oczekując (…) odkupienia naszego ciała”(Rz 8, 23).

Zagrożenia i zło które drzemie w naszych ciałach jest po postacią potrójnej pożądliwości:

-pożądliwość ciała

-pożądliwość oczu

-pycha żywota (1 J 2, 16).

Podstawowym uwarunkowaniem cielesnym człowieka jest płciowość. Płciowość i cielesność są integralnie włączone w największe tajemnice człowieka. Także w tajemnicę jego powołania i jego miłości. Zwłaszcza zaś w tajemnicę powołania do miłości małżeńskiej i rodzicielskiej. Nasze zachowania cielesne wyrażają to kim jesteśmy, jakie mamy wartości, w jaki sposób rozumiemy sens życia i kim chcemy być dla innych ludzi.

Zmartwychwstanie będzie ostatecznym dopełnieniem dzieła stworzenia i odkupienia człowieka. Zmartwychwstanie ciał przy końcu czasów nie będzie bowiem zwykłym przywróceniem sytuacji sprzed naszej śmierci. Będzie oznaczało obdarowanie nas przez Boga nowym sposobem istnienia, a zatem także nową relacją między ciałem a duchem w człowieku. Po zmartwychwstaniu nie będzie już wewnętrznej walki ani antagonizmów między cielesnością a duchowością, między człowiekiem ciała a człowiekiem ducha. Nie chodzi tu jednak o zwycięstwo ducha nad ciałem, ale o zwycięstwo człowieka nad samym sobą. Zmartwychwstanie będzie oznaczać doskonałą integrację wewnętrzną wszystkich wymiarów człowieka. Zmartwychwstanie to nie pokonanie ciała przez ducha, ale to pełne włączenie ciała w tajemnicę osoby. Nie tylko uduchowienie ciała, ale przebóstwienie i odkupienie całego człowieka wraz z jego cielesnością (por. Rz 8, 23; Łk 20, 36).

W doczesności panowanie nad ciałem wymaga stanowczej czujności, wewnętrznej dyscypliny, stawiania sobie jasnych wymagań, kierowania się dojrzałą hierarchią wartości – a człowiek i jego ciało podlega nieustannemu zagrożeniu. Bł. Jan Paweł II podkreślał, że ludzkiej cielesności, a przez to także ludzkiej płciowości i seksualności, nie można pozbawić aspektu moralnego ani wyłączyć z trudu wychowania. Ciało jest bowiem wyrazem sposobu bycia osobą ludzką. Jest miejscem wypowiadania się człowieka. Kto poniża swoje ciało, ten poniża samego siebie. Kto przezwycięża słabości własnego ciała, ten odnosi zwycięstwo nad samym sobą. Kto w sposób świadomy i odpowiedzialny kieruje własnym ciałem, ten jest człowiekiem rozumnym i wolnym. To ja, cały człowiek, umieram, gdy umiera moje ciało. To ja, cały człowiek oczekuję z nadzieją mojego zmartwychwstania w Chrystusie.

  1. 3. Wychowanie w sferze cielesnejNajwiększą władzę ma ten, kto ma władzę nad własną cielesnością.

Pierwszą konsekwencją pierworodnego nieposłuszeństwa człowieka było zaniepokojenie się jego sytuacją cielesną, a dokładniej zaniepokojenie się jego cielesną nagością. Po ukryciu się wśród drzew Adam powiedział do szukającego go boga: „Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się”(Rdz 3, 10). To właśnie od odkrycia cielesności niemowlę zaczyna kontakt z samym sobą. Nadmierna koncentracja na cielesności sprawia, że podstawową troską staje się staranie o utrzymanie własnego ciała w maksymalnej kondycji, estetyce i sprawności fizycznej. W przypadku, gdy okazuje się to na dłuższą metę niemożliwe, człowiek o tak zredukowanym poczuciu tożsamości łatwo wpada w depresję oraz nie akceptuje samego siebie. Równie niebezpieczna jest sytuacja, gdy człowiek nadmiernie skoncentrowany na swej cielesności jest – przynajmniej w pewnym okresie życia – bardzo zadowolony ze swego ciała i z wyglądu fizycznego. Grozi mu bowiem iluzja, że dobra forma fizyczna i atrakcyjny wygląd wystarczą, by być szczęśliwym, cenionym, otoczonym przyjaciółmi. Coraz ważniejsza staje się wtedy jego wrażliwość emocjonalna i moralna, jego zdolność myślenia i wewnętrzna wolność, jego pozytywne więzi z Bogiem, z drugim człowiekiem i z samym sobą. Człowiek, który utożsamia się z własną cielesnością, wkracza na drogę uzależnienia się od ciała. Staje się niewolnikiem ciała: apetytu, fizycznych potrzeb i popędów, lenistwa i wygodnictwa. Ktoś, kto jest podporządkowany własnemu ciału, czyni jedynie to, czego chce jego ciało. Kieruje się logiką ciała. A jest to logika doraźnej przyjemności i przesadnej koncentracji na cielesnych potrzebach i doznaniach. Człowiek cielesny nie jest w stanie zrozumieć siebie jako człowieka. Redukuje samego siebie do świata natury i popędów. Nie jest w stanie kochać, być wiernym, odpowiedzialnym i pracowitym, gdyż to wszystko nie mieści się w logice ciała. Postępując tak jak chce tego jego cielesności, człowiek czyni samego siebie niezdolnym do zbudowania dojrzałych więzi z Bogiem i z ludźmi. Popada też w coraz bardziej bolesne konflikty z samym sobą. Uleganie dyktaturze ciał prowadzi do zaburzeń psychicznych, do niepokojów sumienia, do bolesnych rozczarowań i dramatycznych konfliktów międzyludzkich. Nierzadko prowadzi do brutalnych przestępstw kryminalnych. Gwałty czy inne rodzaje przemocy seksualnej to dramatyczny skutek podporządkowania się dyktaturze ciała. Bywa, że człowiek który ulega ciału potem się na nim mści np. chorobliwe odchudzanie się, lekceważenie podstawowych potrzeb cielesnych, gardzenie własnym ciałem, wyrządzanie sobie cielesnej krzywdy, samobójstwo.

  1. 4. Cielesność i miłość – Bóg obdarzył nas ciałem po to, by nasza miłość stała się widzialna.

Dopóki człowiek nie wie, jaki jest sens jego cielesności, dopóty nie ma szans, by świadomie i odpowiedzialnie kierować własną fizycznością. Tym, który w sposób ostateczny odsłania nam sens ludzkiej cielesności, jest Jezus Chrystus. On, będąc Synem Bożym, przyjął ludzkie ciało, aby w ten sposób stała się dla nas widzialna miłość niewidzialnego Boga. To właśnie wcielenie Syna Bożego rzuca pełne światło na tajemnicę ludzkiego ciała.

Niewidzialny Bóg, który jest samą miłością, wie, że na tej ziemi tylko miłość widzialna, miłość wcielona w wysiłek, w pracowitość i ofiarność, w dobre słowa i szlachetne czyny, tylko taka miłość jest miłością prawdziwą, zdolną przemienić oblicze tej ziemi oraz wnętrze człowieka. Nasz szacunek do cielesności płynie z faktu, że Bóg stał się ciałem. Zdaniem każdego chrześcijanina jest zatem odkrycie, iż sensem ludzkiej cielesności nie jest jedzenie, spanie czy zaspokajanie popędów, lecz dojrzałe i odpowiedzialne wyrażanie widzialnej miłości.

Bóg postanowił pokochać nas miłością wcieloną. Miłością, którą człowiek może dosłownie zobaczyć i którą może dotknąć! Prawdziwy Bóg przyjął prawdziwie ludzkie ciało, aby fizycznie przybliżyć się do nas, aby na nas patrzeć, aby nas dotykać, aby z nami rozmawiać, aby wsłuchiwać się w nasze słowa i przeżycia, aby obserwować nasze zachowania i czyny, aby wyciągać ku nam swoją dłoń, aby wyrażać miłość do nas poprzez widzialną obecność, poprzez wysiłek nauczania, poprzez uzdrawianie, rozgrzeszanie, upominanie, poprzez czynienie wszystkim dobrze, wreszcie poprzez całkowity dar z samego siebie, aż do cielesnej śmierci. Dla chrześcijanina ciało nie jest przekleństwem, nieszczęściem czy dziełem szatana, lecz darem miłości. Darem otrzymanym i zadanym. Jeśli bowiem miłość ogranicza się jedynie do duchowych pragnień, dobrych intencji czy emocjonalnych poruszeń, jeśli nie wyraża się przez fizyczną aktywność, poprzez służenie drugiej osobie własnym działaniem, własnym zdrowiem i czasem, własną siłą, osobowością, wytrwałością i zmęczeniem, to taka miłość jest jedynie iluzją, utopią, teorią. Taka odcieleśniona miłość nie będzie w ogóle dostrzeżona. Takim widzialnym obrazem miłości ofiarnej jest miłość macierzyńska.

Istnieją trzy sposoby okazywania miłości za pośrednictwem ciała: obecność, pracowitość i czułość.

Obecność – kochać to być obecnym. Także obecnym fizycznie. Dobrą ilustracją tej zasady jest miłość rodzinna. Gdyby ktoś z małżonków był przekonany, że kocha współmałżonka i dzieci, a nie miał dla nich czasu, nie przebywał z nimi, gdyby unikał domu i spotkań z najbliższymi, to jego miłość byłaby pustą deklaracją. O tym, że miłość nierozerwalnie złączona jest z obecnością, przekonuje nas sam Chrystus, który w Eucharystii pozostaje obecny dla nas aż do skończenia świata. Podstawowym warunkiem by być dla kogoś obecnym nie jest ani widzenie oczyma, ani dotykanie rękoma, lecz miłość i zaufanie. Jeśli z kimś łączy mnie więź miłości i zaufania, to ta osoba jest zawsze obecna w moim życiu, mobilizuje mnie, umacnia, dodaje pewności siebie i otuchy. Także wtedy gdy w danym momencie nie widzę jej ani nie słyszę. Gdy natomiast nie ma między nami takiej więzi, to ty jedynie istniejesz, po prostu jesteś. Ale nie jesteś dla mnie. Nie jesteś obecny w moim życiu. Nie koncentrujesz się na moich radościach i troskach. Jestem ci obojętny. Czasem nawet mnie nie zauważasz. Brak obecności to brak miłości. Miłość karmi się obecnością. Miłość rodzi się, rozwija i trwa dzięki obecności i poprzez obecność. Stała obecność ojca jest potrzebna synowi, aby ten mógł się dowiedzieć, co znaczy być dojrzałym mężczyzną, co znaczy być kochającym i odpowiedzialnym mężem oraz ojcem. Jeśli ojciec jest zbyt mało obecny w życiu syna, to taki chłopiec szuka wzoru mężczyzny u kolegów z ulicy albo w prymitywnych filmach. W ten sposób staje się często karykaturą mężczyzny. Ma poważne trudności, by zrozumieć własną płeć oraz by dojrzale podjąć i wypełnić podstawowe role społeczne. Także dla dziewczynek nieobecność czy niedostateczna obecność ojca jest wielką krzywdą. Nie pozwala im bowiem uwierzyć, że są kochane i że zasługują na miłość, skoro tata nie ma dla nich czasu, skoro pieniądze, odwiedzanie znajomych czy jakieś hobby są dla niego ważniejsze niż kontakt z własną córką. W takiej sytuacji dziewczęta są dosłownie głodne męskiej obecności, bliskości, czułości. W konsekwencji poszukują tego wszystkiego poza rodziną. Wiążą się z nieodpowiedzialnymi mężczyznami, gdyż łatwo je oszukać.

Działanie – sama obecność nie wystarczy. Jeśli jest to obecność, która nie staje się działaniem na rzecz tych, których kochamy. Miłość wymaga konkretnych słów i czynów, wymaga aktywności, zaangażowania dla dobra drugiego człowieka. Wymaga poświęcenia mu własnego czasu, własnych sił, własnego zdrowia. Miłość Chrystusa i miłość macierzyńska w najbardziej oczywisty sposób demaskują naiwność tych wszystkich ludzi, którzy redukują miłość do uczuć, do słownych deklaracji, do wspólnej zabawy na dyskotece, do romantycznego nastroju w czasie randki, do emocjonalnego zauroczenia dwojga zakochanych, do dobrej woli, która nie staje się działaniem i pracowitością. Miłość poznaje się po konkretnych działaniach, z czego młodzi często nie zdają sobie sprawy ulegając nastrojom czy emocjom. To nie uczucia i nastroje są sprawdzianem miłości, lecz słowa i czyny, czyli konkretne zachowanie się wobec drugiej osoby. Miłość rodzi się we wnętrzu człowieka, w tajemnicy jego serca, jego woli, jego dążeń, ale objawia się w sposób zewnętrzny i widzialny. Ludzie leniwi, egoistyczni, wygodni, nie są zdolni by dojrzale kochać. Miłość wymaga bowiem pracowitości. Wymaga słów i czynów, które kosztują wiele wewnętrznej dyscypliny, ofiarności, wytrwałej służby na rzecz tych, których chcemy kochać. Nie jest zdolny by kochać ten, kto nie ma władzy nad własnym ciałem, kto ulega różnym cielesnym zniewoleniom, popędom, kto kieruje się logiką ciała. Miłość bowiem wykracza poza logikę ciała i wymaga panowania nad nim. Dojrzała i wierna miłość jest działaniem zdyscyplinowanym, ofiarnym. Jest trudem. Sama jednak pracowitość i obecność nie wystarczy.

Czułość – Czasem można usłyszeć wypowiedzi żon – mój mąż jest pracowity, stara się uczciwie zarobić na utrzymanie domu, ale nigdy nie okazuje że się nami cieszy, nie uśmiecha się do nas, nie przytula nas. Chyba jest pracowity nie dlatego, że nas kocha, ale z poczucia obowiązku czy dla własnych potrzeb. Czułość to życzliwy uśmiech i radosne spojrzenie, to miły ton głosu, to gest przyjaznego podania dłoni, to delikatny pocałunek i serdeczny uścisk. Przejawy czułości powinny być zatem proporcjonalne do głębi więzi, która została zbudowana. Najsilniejszą z więzi międzyludzkich na tej ziemi jest więź małżeńska. Czułość nieodpowiedzialna staje się bowiem czułością szkodliwą, wprowadzającą w błąd, a nawet czułością trującą. Czułość powinna być okazywana dla dobra drugiej osoby i ze względu na jej potrzeby, a nie ze względu na nasze własne potrzeby. Innymi słowy chodzi o czułość, która jest bezinteresownym darem, która jest mądrą odpowiedzią na sytuację i potrzeby drugiej osoby, a nie sposobem zaspokajania własnych pragnień czy oczekiwań. Żyjemy w czasach, w których wiele osób ma trudności ze znalezieniem właściwej równowagi w wyrażaniu miłości za pośrednictwem pracowitości i czułości. Coraz częściej obserwujemy w tym względzie postawy skrajne i niepokojące. (anegdotka – Bo ja nie mogę usiąść magnetofonowi na kolanach)

  1. Ciało kobiety i mężczyznyKobieta i mężczyzna to dwa sposoby przeżywania i wyrażania człowieczeństwa.

Troska o ciało to coś więcej niż tylko powstrzymywanie się od wyrządzania sobie krzywdy. To także dążenie do zachowania zdrowia oraz do osiągnięcia dobrej kondycji fizycznej.

Najważniejsza różnica między płciami to fakt, że kobiety mają spontaniczną tendencję i większą łatwość by funkcjonować raczej w świecie osób, mężczyźni zaś w świecie rzeczy. Innymi słowy organizm mężczyzny lepiej radzi sobie z oporem i wymaganiami, jakie stawia funkcjonowanie w świecie rzeczy, a organizm kobiety lepiej radzi sobie z potrzebami i zadaniami, które trzeba podjąć w świecie osób. Funkcjonowanie w świecie osób nie wymaga specjalnej siły fizycznej, lecz cierpliwości, stałej aktywności, zdolności do wysiłku długofalowego, nieraz dosłownie dzień i noc, jak w przypadku mamy troszczącej się o małe dzieci. I taki właśnie jest organizm kobiety, słabszy od organizmu mężczyzny, gdy chodzi o zdolność do jednorazowego wysiłku, ale silniejszy, gdy chodzi o zdolność do stałej i długotrwałej aktywności. Z kolei organizm mężczyzny jest z reguły zdolny do znacznie większego wysiłku fizycznego niż organizm kobiety, ale za to wysiłek ten musi być bardziej ograniczony w czasie. I takie są właśnie wymagania stawiane przez świat rzeczy. Czasem trzeba podnosić duże ciężary i bardzo intensywnie pracować, ale po kilku godzinach pracy świat rzeczy można dosłownie zamknąć na kłódkę (warsztat, fabrykę, biuro) i spokojnie udać się na wielogodzinny odpoczynek. Kobieta przeżywa dużo większą zmienność nastrojów niż mężczyzna – uwarunkowanie hormonalne. Kobiety statystycznie widzą i słyszą lepiej – zwracając uwagę na szczegóły których mężczyzna nie dostrzeże, czy słysząc to czego mężczyzna nie usłyszy. Stąd kobieta posiada zdolność intuicji tzn. potrafi słyszeć „w głąb” jakby czytała w myślach. Kobiety posiadają lepsze powonienie i smak – stąd np. lubują się w kosmetykach.

  1. 6. Człowiek: pan czy niewolnik ciała?Kto nie rozumie sensu własnego ciała, ten staje się jego niewolnikiem lub wrogiem.

Dyscyplina ciała potrzebna jest po to, by ciało nie wyrażało popędów, instynktów, wygodnictwa czy lenistwa – co w sposób spontaniczny grozi każdemu człowiekowi – lecz by było zintegrowane z całym człowieczeństwem danej osoby, by uczestniczyło w powołaniu człowieka do miłości. Bez dyscypliny i czujności człowiek staje się niewolnikiem ciała, bierną ofiarą biologicznych popędów i cielesnych uzależnień. Nic więc dziwnego, że współcześni młodzi na ogół zbyt mało wymagają od siebie w sferze fizycznej. Łatwo ulegają lenistwu. Szybko się męczą i zniechęcają. Nie odkrywają radości z podejmowanego trudu, z wykonanej pracy, z wytrwałości w wysiłku, w pokonywaniu zmęczenia i słabości. Panowanie nad cielesnością czy popędami nie wynika z zewnętrznych nakazów i zakazów, lecz z wewnętrznych aspiracji człowieka, które mogą ze sobą rywalizować i wzajemnie się wykluczać.

Młodzi pytają jak radzić sobie ze swoją rozbudzoną seksualnością i popędem? Otóż DYSCYPLINA i SAMOKONTROLA:

Po pierwsze: Konieczny jest odpowiedzialny styl życia – rozsądne odżywianie, zdrowy wypoczynek, dużo ruchu i wysiłku sportowego. Człowiek rozleniwiony i nadmiernie odżywiany, stroniący od wysiłku, koncentrujący się na dobrym samopoczuciu fizycznym, będzie łatwą ofiarą własnej popędowości i biologicznych instynktów.

Po drugie: Konieczna jest czujność i roztropność w odniesieniu do wszelkich myśli, obrazów, rozmów, filmów, czasopism – które stymulują sferę seksualnych poruszeń. Podstawowym narządem seksualnym człowieka – w przeciwieństwie do świata zwierząt – jest jego umysł, a nie instynkt!

Po trzecie: Odpowiedzialne kierowanie seksualnością wymaga rozbudowania konkurencyjnych wobec ciała źródeł radości! Jeśli ktoś nie cieszy się Bogiem i ludźmi, muzyką i poezją, nauką i sportem, jeśli nie ma bogactwa pasji, hobby i zainteresowań, to niewolnicze uleganie cielesności i popędom wydaje mu się jedyną drogą do osiągnięcia radości i szczęścia.

Po czwarte: Jeśli dom swego życia ktoś wznosi bez Boga i szczęścia upatruje w doczesności – rozczaruje się. Tym którzy walczą o wolność i panowanie nad pożądliwością – zalecam codzienną pogłębioną modlitwę oraz różaniec święty oraz regularną (co dwa tygodnie) spowiedź u stałego spowiednika, ciągła zmiana spowiedników jest tylko ucieczką przed sobą i wstydem jaki z powodu grzechów odczuwam a nie konkretną pracą nad sobą.