#panamaraba – w krainie wulkanów

Gwatemala i sąsiednie kraje znajdują się na obszarze górotwórczości alpejskiej, dzięki temu występuje w tym rejonie duża ilość wulkanów, większość już dawno nie aktywnych, ale są i takie, które cały czas wyrzucają lawę i popiół, albo puszczą sobie dymka 🙂 Dziś kontynuujemy nasze podziwianie przyrody Ameryki Centralnej.

Santa Ana
Na kilka wulkanów organizowane są tzw. trekkingi. Mieliśmy taką możliwość i udaliśmy się na wulkan Santa Ana 2381 m n.p.m., największy szczyt wulkaniczny w zachodnim Salwadorze. Do pewnej wysokości dojechaliśmy autokarem a potem zaczęła się wędrówka. Na początku było przyjemnie, głównie ścieżka przez las, dzięki czemu nie odczuwało się aż tak temperatury, która była dość wysoka. Następnie szlak zaczął prowadzić pod górę, głównie po naturalnych schodach z korzeni drzew i wytyczonej drodze przez przewodników. Po krótkim postoju w połowie wędrówki ruszyliśmy dalej. Wraz z zmieniającą się wysokością zaczynała się zmieniać roślinność. Drzew było coraz mniej, a te które były, były niższe, pokazywały się rośliny, które mogą tylko przetrwać na większych wysokościach. Z braku cienia zrobiło się gorąco. Szlak zrobił się węższy, zamiast korzeni drzew pod nogami było coraz więcej kamieni. Miejscami podziwialiśmy widoki na piękną panoramę na pozostałe wulkany Cerro Verde (miejsce naszego startu) oraz Itzalco (ten mniejszy, czarny, bez roślinności). Na pewnej wysokości przestała występować roślinność, zostały kamienie i pył. dzięki czemu wiedzieliśmy, że już nie daleko do celu. Prawie na szczycie zrobiło się chłodniej ale to przez silny wiatr, który występuje tam cały czas. Osobom o mniejszej wadze zaczęło to utrudniać chodzenie, a miejscami i oddychanie. Na szczęście tylko kilka metrów dzieliło nas od mety. Po ponad dwóch godzinach intensywnej wędrówki mogliśmy się cieszyć wspaniałymi widokami gdzie tylko wzrok sięgał dookoła, jak i w krater. Ten wulkan w szczytowej części posiada zagłębienie zwane kalderą, które powstało na skutek gwałtownej eksplozji, teraz wypełnia je turkusowe jezioro. Ostatnie erupcje miały miejsce w 1920 i 2005. Po kilku chwilach zeszliśmy kilka metrów niżej do miejsca, które nie było aż tak odsłonięte, dzięki czemu nie było czuć wiatru. Tam był czas na chwilę odpoczynku i możliwość zjedzenia lodów za dolara, które jeden z okolicznych mieszkańców niósł przez całą drogę na plecach w ręcznie robionej mini lodówce. Potem udaliśmy się tą samą drogą w dół ciesząc się zdobyciem wulkanu i wspaniałymi się widokami.

 

Wulkany Ognia i Wody
W starej stolicy Gwatemali (Antigua Guatemala) zabawiliśmy trochę dłużej. Miasto jest wspaniałe – historia, zabytki i święci, ale o tym w kolejnych odcinkach. Z Antigua Gwatemala rozciąga się widok na 3 wulkany. Na południe Wulkan Agua (Wulkan Wody 3766 m n.p.m.) nazwany tak w 1541 po zniszczeniu Starego Miasta pierwszej stolicy Gwatemali – Ciudad Vieja przez spływ błotny. Na zachód od miasta znajdują się: Acatenango (3976 m n.p.m) wygasły, oraz Wulkan de Fuego (Wulkan Ognia, 3763 m n.p.m.) stale, ale niezbyt intensywnie aktywny, głównie dymi, czasem można też zaobserwować wypływy lawy.
Podczas pobytu w hotelu Antigua Gwatemala ostatniego wieczora, jak co dzień odbyła się Msza święta, ale ta Eucharystia była troszkę inna niż poprzednie. Pomijając fakt że odbyła się ona na dachu hotelu, a naszym głównym oświetleniem była prawie pełnia księżyca. W czasie czytań mszalnych Wulkan Ognia zaczął wyrzucać lawę. Trwało to tylko chwilę, bo później widok na wulkan przesłoniły chmury. Czerwona lawa na tle nocnego nieba, szkoda, że nikt nie zdążył zrobić zdjęcia, ale taki widok zostaje długo w pamięci, aż człowiek zaczyna sobie myśleć, do czego ta nasza Ziemia jest zdolna i co potrafi zrobić. Ostatnia erupcja tego wulkanu była w czerwcu 2018 roku.

Superwulkan Atitlán
Jezioro Atitlán pochodzenia wulkanicznego wypełnia ogromną kalderę powstałą w wyniku wybuchu wulkanu 84 tys. lat temu. Znajduję się w południowo-zachodniej Gwatemali na wysokości 1563m.n.p.m. i zajmuje powierzchnię 130,1 km2, czyli jest większe niż największe polskie jezioro – Śniardwy. Jeden z najpiękniejszych zbiorników naturalnych w świecie. Jest otoczony przez 3 wulkany San Pedro 3020m n.p.m. wygasły, Tolimán 3158 m n.p.m. nie był aktywny, Atitlán 3537 m n.p.m., ostatnia erupcja w 1853 roku. Mimo, iż każdy z nich jest ogromny, to jednak mam świadomość, że to tylko małe kopczyki, które wyrosły na zboczach starego, o średnicy niemal 20 kilometrów.
Plan wycieczki umożliwił nam zobaczenie tego jeziora z kilku stron. Ogromu tego zbiornika doświadczyliśmy płynąc łodziami. Będąc na środku pojawia się pytanie: co tu było kiedyś przed tym, skoro teraz jest tak pięknie? Jednocześnie zdając sobie sprawię, że jest się w centrum, gdzie kiedyś nastąpił wybuch tworząc coś tak naturalnego, zdawałoby się, jak jezioro. Rozglądając się w około, widząc te 3 wulkany porastające brzegi kaldery, które idealnie pasują do tego otoczenia, przestaje być ważne co tu było kiedyś, ważne co jest teraz i jak jest teraz pięknie. Płynąc dalej udaliśmy się najpierw na kilkugodzinne zwiedzanie do miasteczka Santiago Atitlan, a następnie przepłynęliśmy do hotelu aby w następny dzień wrócić do portu i udać się na dalsze zwiedzania pięknych miejsc. Między innymi Chichicastenango z najbardziej kolorowym cmentarzem na świecie, ale o tym opowie za tydzień Marcin.

Mateusz Potoczny

Wcześniejsze wpisy z cyklu #panamaraba