#panamaraba – raj na końcu świata

Jak powszechnie wiadomo, Ameryka Łacińska jest jednym z najpiękniejszych zakątków świata, położona między dwoma oceanami, z ciepłym klimatem jest idealnym miejscem do rozwoju ogromnej ilości gatunków flory i fauny. Dla przykładu, tylko na tym obszarze, nieco ponad dwa razy większym niż powierzchnia Polski, żyje ponad 1200 gatunków ptaków, czyli, jak mawiał nasz przewodnik, pan Dawid, „dwa razy więcej niż w całej Europie, od Uralu po Hiszpanię i od Spitsbergenu po Sycylię”. My mieliśmy okazję obejrzeć z bliska kilka z tych najbardziej urokliwych miejsc w Gwatemali i Kostaryce.

Semuc Champei
Pierwszym miejscem, które wyjątkowo zapadło mi w pamięć jest Semuc Champei w Gwatemali. Dosłowne tłumaczenie tej nazwy to „tam, gdzie rzeka chowa się pod skałą”, i rzeczywiście tak jest. Rzeka Cahabon wpływa pod wapienne skały, by po około 300 metrach znów się pojawić. Potoki spływają z okolicznych gór tworząc niesamowite, naturalne baseny wydrążone przez wodę w wapieniach, w których woda przelewa się z jednego do drugiego by ostatecznie trafić do rzeki Cahabon. Ale zaczynając od początku, Semuc Champei to nie tylko rzeka. Dojechać tam musieliśmy samochodami terenowymi i była to nie lada atrakcja, ponieważ widoki po drodze na liczne wzgórza i dolinki porośnięte gęstą roślinnością, między innymi bananowcami, aż zapierał dech w piersiach. Na miejscu mieliśmy możliwość zamieszkać w małych chatkach otoczonych kwiatami i drzewami, a w dolinie tuż poniżej płynęła sobie leniwie rzeka. Następnego dnia po przyjeździe czekało na nas jeszcze więcej wrażeń, bo całe zwiedzanie tego kompleksu. Na początek, wspinaczka na punkt widokowy, skąd widać było ten najpiękniejszy odcinek rzeki. Trasa była stroma i wymagająca, ale pozwalała z bliska zobaczyć niektóre gatunki roślin czy owadów, które ciężko spotkać nawet w ogrodach botanicznych, na przykład wolno rosnące sobie kakao. Na samym tarasie mieliśmy nawet okazję poobserwować małpy nad naszymi głowami przeskakujące między gałęziami. Po zejściu z tego miejsca mogliśmy już do woli korzystać z basenów, skakać do wody, odpoczywać i bawić się maleńkimi rybkami, które niestety okazały się mniej tym zachwycone i potrafiły ugryźć. Jednak cudowny widok małych wodospadów, tarasów i klifów rzeki rekompensował tę drobną niedogodność. Ks. Leszek i Witek wypróbowali nawet skalne zjeżdżalnie wodne. Kolejnym punktem tej wyprawy było zwiedzanie jaskini wapiennej ze świeczką w dłoni. Jaskinia była zalana wodą, jednak dało się przez nią przejść. Przez całą trasę ci z nas, którzy zdecydowali się zejść do tych tropikalnych podziemi mogli podziwiać wyrzeźbione przez wodę groty i korytarze przy klimatycznym świetle płomyków, a na końcu skoczyć do wody ze skalnej półki. Przeżycie niezapomniane! Na koniec został nam jeszcze spływ pontonami po rzece, aby jeszcze raz móc podziwiać piękno tej doliny spokojnie płynąc z prądem. Nic dziwnego, że czasami na to miejsce mówi się: „Raj na końcu świata”.

Braulio Carrillo
Braulio Carrillo  to park narodowy w centralnej części Kostaryki. Spędziliśmy tam ostatni dzień naszego pobytu na tym dalekim kontynencie. Pierwszym, co nas zaskoczyło i trochę rozbawiło w tym parku były tzw. drzewa brokułowe, które wzięły swoją nazwę od kształtu koron. Rosło ich tam mnóstwo, były wysokie i niektóre bardzo stare. Pierwsza część zwiedzania tego parku to przejazd (lub przelot) gondolami powietrznymi przez park. Mogliśmy wtedy z wysokości podziwiać piękno lasu, wszystkie jego warstwy przelatując zarówno tuż nad ziemią jak i ponad koronami. Widzieliśmy piękne okazy roślin, między innymi różowe i białe orchidee, oraz wiele gatunków motyli i pająki, które plotły niezwykle mocne, żółte sieci. Udało nam sie nawet zaobserwować tukany przelatujące między drzewami lub skaczące po gałęziach. Gdy już skończyło się to bierne zwiedzanie przyszedł czas na spacer po lesie. Zaczęliśmy od motyli. Wpuszczono nas do specjalnego budynku z siatki, gdzie kilka gatunków tych owadów żyło w swoich naturalnych środowiskach. Chyba najbardziej zwróciliśmy uwagę na ogromne motyle o pięknych, niebieskich skrzydłach. Co ciekawe, nie bardzo przejmowały się nasza obecnością. Przysiadały na liściach całkiem blisko nas i pięknie pozowały do zdjęć, a niektórzy okazali się nawet tak dla nich interesujący, że zaszczyciły ich i usiadły na ręce. W tej owadziej klatce mogliśmy poznać cały cykl życia motyla i dowiedzieć się kilku ciekawostek na ich temat. Później odbyliśmy jeszcze spacer po lesie, oglądaliśmy „wędrujące palmy”, egzotyczne dla nas żaby i węże w terrariach. Dowiedzieliśmy się wielu interesujących rzeczy na temat gadów i płazów zamieszkujących tereny Ameryki Środkowej. Następnych, i chyba najbardziej ekscytującym punktem programu był przejazd nad parkiem na tyrolkach. W sumie kilkanaście zjazdów, a najdłuższa trasa ponad 700m – końca nie było widać! Po prostu lecisz w zieloną otchłań dżungli. Pomijając świetną zabawę, jakiej dostarczyła nam ta atrakcja, jeszcze raz mogliśmy poobserwować życie lasu Kostaryki, podziwiać piękno przyrody przelatując między drzewami i nad rzeką. Niektóre liny zawieszone były tak wysoko, że widzieliśmy korony drzew pod nami.

 

Rio Dulce
Niektórzy z naszej parafii, a nawet śmiało można powiedzieć, że większość, oglądała słynne filmy z serii „Piraci z Karaibów”. My mieliśmy okazję poznać nieco bliżej te tereny i poczuć się jak prawdziwi piraci pływając po Morzu Karaibskim i rzece Rio Dulce. Przepływa ona na terenie parku narodowego w Gwatemali. Płynąc w głąb lądu mogliśmy obserwować strome skalne ściany niemal w całości porośnięte roślinnością, a w miejscach, gdzie woda je podmyła przepływaliśmy pod skalnymi nawisami i między pnączami oraz korzeniami roślin. Co prawda przedstawicieli zwierząt nie wiedzieliśmy zbyt wielu, może poza kilkoma gatunkami mniejszych i większych ryb i ptaków, między innymi pelikanów czy bliskiej wyginięcia w XX wieku czapli białej, ale za to mogliśmy z bliska oglądać a nawet dotykać niespotykanych przez nas wcześniej roślin czy wielkich lilii wodnych, które w niektórych miejscach rzeki rosły tak gęsto, że nie było widać pod nimi wody, tylko biało-różowy dywan kwiatów. Podczas spokojnego rejsu obserwowaliśmy piękno przyrody i sposób, w jaki człowiek żyje idealnie się z nią zgrywając. Wszystkie budynki, które mogliśmy zobaczyć były zbudowane tak, żeby nie tylko nie niszczyć natury, ale też w jakiś sposób ją wykorzystać.

Bez dwóch zdań miejsca, które odwiedziliśmy należą do najpiękniejszych na świecie. Okazy roślin i zwierząt, które tam zobaczyliśmy są wyjątkowe i piękne, trudne do zapomnienia. Możliwość tak bliskiego z nimi przebywania, dotykania ich i dokładnego oglądania to naprawdę niezwykłe przeżycie.

Maria Chrobak

Wcześniejsze artykuły z cyklu #panamaraba