Dlaczego Pan Bóg jest niewidzialny?

Osobiście myślę, iż wiele wdzięku ma w sobie niewidzialność różnych zjawisk w naszym życiu. Na przykład: jadę samochodem. Zasadniczą będzie różnica jechać samochodem, którego silnik wszystkimi możliwymi sposobami przypomina o swoim istnieniu – huczy, parska, trzęsie, roznosi po całym samochodzie zapach benzyny, męczy się przy zwiększaniu szybkości; a jechać samochodem szybko i gładko, tak że niemal nie zauważa się pracy motoru, a nawet samego jego istnienia. Inny przykład: powietrze – każdy z nas go potrzebuje, jest wdychane nieustannie a po prostu niewidoczne, czy prąd – współczesny człowiek nie wyobraża sobie życia bez niego, lecz samego prądu który sprawia, że lampa świeci lub mikser działa nie możemy zobaczyć, podobnym przykładem mógłby być nasz umysł itp.

Niewidzialność niektórych wartości jest szczególnie cenna w stosunkach międzyosobowych. Miłość małżeńska przeważnie tylko na początku obwieszcza wszem wobec swoje istnienie, co naraża ją zresztą na odrobinę śmieszności w oczach postronnych widzów. W miarę jak się pogłębia i dojrzewa, coraz mniej rzuca się w oczy, a zarazem coraz więcej przenika sobą wszystko. To samo można powiedzieć o wdzięczności czy miłosierdziu: uciążliwa to wdzięczność, która wyraża się nadskakiwaniem swojemu dobroczyńcy, niedobre to miłosierdzie, które nadaje o sobie głośne komunikaty. Dobry promotor tak kieruje pracą magisterską, że student ma poczucie całkowitej samodzielności swojej pracy. Po tym poznać dobrego wychowawcę, że podopieczni w ogóle nie czują się wychowywani, a przecież to on wtajemnicza ich w umiejętność życia. Sądzę, że dałem już dwie wstępne odpowiedzi na pytanie, dlaczego Pan Bóg jest niewidzialny, dlaczego ukrywa się jakby przed nami. On jest Stwórcą ludzi i rzeczy, On obdarzył nas i otaczający nas świat wielkim wewnętrznym bogactwem. Toteż Pan Bóg nie chce być obecny w świecie w taki sposób, żeby Jego nieskończona wspaniałość zasłaniała bogactwo Jego stworzeń. Jego wszechobecność jest dyskretna, bo – po pierwsze – On jest wierny sobie: stworzył nas osobami, a więc chce być promotorem naszej osobowej samodzielności i nigdy nie będzie jej ograniczał. Po drugie, Pan Bóg stworzył również byty nieosobowe, naiwne są więc nasze pretensje, że Jego obecność nie zagłusza krzykliwie tego wszystkiego, co przecież On sam powołał do istnienia. Zarazem jednak niewidzialność Boga wcale nie oznacza, jakobyśmy nie mogli rozpoznać Jego obecności. Człowiek otrzymał od swojego Stwórcy wystarczająco dużo wrażliwości duchowej, żeby z wielkości i piękna stworzeń poznać ich Stwórcę (Mdr 13, 5). Jeśli zaś komuś trudno rozpoznać Bożą obecność w sobie i w świecie, nie będzie rzeczą nierozsądną postawić sobie dwa pytania. Po pierwsze: Może wynika to z mojego gapiostwa? Mogę nie poznać się na dziele sztuki, jedząc dobry obiad mogę nie zauważyć kulinarnego mistrzostwa gospodyni – dlaczego więc z góry wykluczać możliwość analogicznego gapiostwa w stosunku do całego świata jako do dzieła Stwórcy? Po wtóre: A może jestem duchowo niedojrzały i zbyt leniwy, może właśnie to jest przyczyną, że nie dostrzegam tej chwały, jaką cały świat śpiewa swemu Stwórcy? Samo postawienie sobie tego pytania obraża moją miłość własną – zwłaszcza jeśli jestem na przykład profesorem uniwersytetu albo uważam się za człowieka nieskazitelnie uczciwego – ale przecież nie wolno mi z góry zakładać, jakoby liczni moi bliźni, którzy twierdzą, że świat całym sobą i nieustannie świadczy o swojej stworzoności, byli ofiarami łatwowierności lub mitomaństwa. Powinienem wziąć pod uwagę jako jedną z hipotez, że może raczej to ja jestem nie dość duchowo wrażliwy: może tak bardzo skoncentrowałem się na sprawach stosunkowo powierzchownych, że nie dostrzegam już tego, co najgłębsze? To, co napisałem dotychczas, jest zaledwie wstępem do odpowiedzi na pytanie, dlaczego Bóg jest niewidzialny. Wskazałem dopiero kierunek poszukiwań, jak spostrzec Boga, jak zauważyć samo Jego istnienie. A przecież Bóg ma swoje osobowe wnętrze, jest Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Otóż spostrzegawczość jest prawie zupełnie nieprzydatna, jeśli chcę poznać wnętrze drugiej osoby. Nawet wnętrze bliźniego – a więc podobnego mi człowieka – jest przede mną ukryte, a cóż dopiero wnętrze Przedwiecznego i Nieskończonego Boga! Jedynym sposobem, aby druga osoba otworzyła się przed nami, jest zyskanie jej zaufania, szacunku, miłości. Panu Bogu zbyt na nas zależy, aby być wobec nas natrętnym. On szuka nas nieustannie, ale zawsze w taki sposób, żeby nas pobudzić do szukania Go. Po prostu jeśli Bóg wzywa do miłości, jest to wezwanie do miłości prawdziwej: ma to być również z naszej strony miłość aktywna. Przypomnijmy sobie, że właśnie w ten sposób postępował Pan Jezus. Zstąpił On na ziemię, aby szukać nas, swoich zagubionych owiec. A jednak czasem jakby ukrywał się przed ludźmi, i Ten który przyszedł szukać, sam chciał być szukanym: A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa (J 6, 24). Te ciemności, w których kochający Bóg pozostawia tych, co Go szukają, wnikliwie opisuje św. Jan od Krzyża, zwłaszcza w swoim dziełku pt. Noc ciemna. Ciemności ogarniają od czasu do czasu również miłość małżeńską, jeśli jest dojrzała i rozwija się prawidłowo. Jeśli nie rozpoznam ich natury, ciemności takie mogą wprawić w panikę i zamiast oczyszczać i pogłębiać miłość – spowodować wiele zamieszania i szkody. Nieznajomość pewnych elementarnych praw, jakie rządzą miłością, może wiele zaszkodzić nie tylko życiu religijnemu, ale w ogóle wszelkiej ludzkiej miłości. Dotychczas mówiłem o ciemnościach błogosławionych. Istnieją również ciemności przeklęte, płynące ze zła, jakie czynimy i jakie w nas jest. Niszczą one miłość, a w każdym razie utrudniają jej rozwój. Światłem ciała jest oko twoje. Jeśli twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie pełne światła. Lecz jeśli jest chore, także twoje ciało będzie ciemne. Patrz więc, czy przypadkiem światło, które jest w tobie, nie jest ciemnością (Łk 11, 34 n). Żeby zobaczyć Boga, trzeba mieć czyste spojrzenie oczu. Bóg jest zbyt święty, żeby można Go było zobaczyć chorymi oczami, żeby mogli Go zobaczyć ci, którym nawet na myśl nie przyjdzie, że Boga należałoby jednak szukać całym sobą, bo jest On przecież Stwórcą człowieka i wszystkiego, co istnieje. Grzechy wasze wykopały przepaść między wami a waszym Bogiem (Iż 59, 2). Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają, wszystkich wzywających Go szczerze (Ps 145, 18)

KS. NORBERT SAROTA