Kapłan – z ludzi i dla ludzi

„Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem…”

Tak wiele w dzisiejszym świecie mówi się o księżach, częściej można usłyszeć o ich niedoskonałościach a tak rzadko dostrzega się w nich coś wartościowego. Świat obecnie zbyt mocno oparty na liberalizmie, konsumpcjonizmie, coraz bardziej zlaicyzowany i otwarty na to co nowe lecz płytkie i pospolite a odrzucający co wartościowe i tradycyjne, spychający kapłaństwo do rzędu zawodu, nigdy nie doceni kapłaństwa.

Tak bardzo zazdrościmy księdzu lekkiego życia, dobrego samochodu, pozycji społecznej, a z drugiej strony obecnym kawalerom brak odwagi, aby stawić czoła powołaniu. Więc czego zazdrościć? Kto to jest kapłan? Dla wielu stanowi zagadkę nie do rozwiązania. Jedni uważają księży za nierobów, błaznów. Inni twierdzą, że trzeba być dziwakiem, aby wstąpić do seminarium. A tak naprawdę, to wartość tego, co kapłan czyni i sens tego kim jest można uchwycić tylko w świecie wiary. Dla tego kto nie wierzy, kapłan jest tylko człowiekiem o dziwnej sytuacji życiowej, noszący osobliwy, jakby nie z tej epoki strój. Dla człowieka wierzącego jest on jednak prawdziwym Pasterzem posłanym przez Chrystusa do swoich owiec. Dlatego też nie można się dziwić temu, że samo zbliżenie się do kapłana zawsze wzbudzało, wzbudza i wzbudzać będzie albo totalny opór, albo otwarcie serca. Istnieje tylko jeden kapłan – Jezus Chrystus. Każdy chrześcijanin jest wszczepiony w to kapłaństwo Chrystusa. Każdy ochrzczony jest kapłanem – może spełniać szereg czynności kapłańskich, może nawet udzielać w nadzwyczajnych okolicznościach sakramentu chrztu świętego. Istnieje jednak grupa ludzi, którzy na mocy specjalnego mandatu – sakramentu kapłaństwa, uzyskują pełniejszy udział w kapłaństwie Chrystusa. Otrzymują władzę kształtowania Ludu Bożego i kierowania nim. Kapłan otrzymuje także władzę, mocą której przed ludźmi występuje w imieniu Chrystusa, a przed Bogiem – w imieniu ludzi. Dzięki tej władzy tylko kapłani mogą głosić Ewangelię, sprawować w zastępstwie Chrystusa Ofiarę Mszy Świętej, udzielać sakramentów. Kapłan ma swoim życiem wyrażać Chrystusa. Nie może nigdy własną osobą Go zasłaniać, skupiać wzroku wiernych na sobie lecz na Jezusie. Kapłan to nie rewolucjonista, czy jakiś organizacyjny geniusz. Kapłan to sługa Ołtarzy Pańskich, głosiciel Dobrej Nowiny. Takim zawsze był, takim jest i takim będzie. Kapłan jest potrzebny jak powietrze. Jakże często w naszym życiu są momenty, gdy spotkanie z kapłanem jest konieczne. Najpotężniejsze słowa jakie znamy: słowa konsekracji chleba i wina, oraz słowa rozgrzeszenia w czasie spowiedzi aby coś znaczyły, aby były ważne, mogą i muszą być wypowiadane tylko przez kapłana. Od tych słów tak wiele zależy w naszym życiu. Tym życiu tu na ziemi, i tym po śmierci. Nikt i nic nie zastąpi tutaj księdza. Z tym kapłaństwem to dziwna rzecz. Nikt nie wybiera sobie kapłaństwa. Każdy tutaj zostaje wybrany. Jako człowiek można ten wybór jedynie zaakceptować lub odrzucić. Niełatwo jest przyjąć to wezwanie i wypełnić je. Ten, kto decyduje się na kapłaństwo, zdaje sobie sprawę z tego, że rezygnuje ze zwyczajnego życia. Życia, które składa się z pracy zawodowej i czasu dla siebie oraz swojej rodziny. Kapłan musi być inny. Musi być drugim Chrystusem nie przestając jednocześnie być sobą. Dlatego też kapłan świadom jest dysproporcji pomiędzy jego ludzką słabością a Boskim posłannictwem. Świadomość niedorastania do wielkości zadania jakie stoi przed nim, stanowi swoisty dramat każdego księdza. Jakże ludziom trudno zrozumieć ten dramat. W kapłaństwie znajdują się wszystkie ludzkie słabości. Nie jest on w stanie uniknąć ani swoich obciążeń dziedzicznych, ani nędzy, ani grzechu. Nosi w sobie cech swojej rodziny, swojego środowiska, swojej epoki. Łaska kapłaństwa niczego nie niweczy. Dlatego nie należy się dziwić, że w kapłani dostrzec można małość, ciasnotę i upadki. Kapłan jest rozdarty pomiędzy wrodzoną słabością, która czyni go podobnym do najnędzniejszych z ludzi a Boskim powołaniem, które łączy go z samym Chrystusem. Kapłan jest rozdarty pomiędzy światem, do którego należy poprzez swoje ciało, a Królestwem Niebieskim, do którego należy z racji swojego powołania. Kapłan wzniesiony jest ponad ziemią i wciąż do niej ciążący. Podaje pomocną rękę grzesznikom i sam wyciąga błagalną dłoń do Boga miłosiernego. W większości wypadków życie kapłana jest nieustannym dążeniem do osiągnięcia harmonii pomiędzy tym, co czyni, a tym kim jest. To dążenie do Chrystusa, którego reprezentuje i którym żyje nadaje sens jego życiu. To nie jest jednak łatwe. Zdarzają się wypadki, że człowiek nie wytrzymuje tego wewnętrznego napięcia – zamyka się w sobie, odchodzi od swoich ideałów czy wręcz rezygnuje z kapłaństwa. Każdy taki przypadek to osobista tragedia człowieka, który się załamał. Co wtedy robić? Każdy powie, że należy podać pomocną dłoń bratu, który przeżywa bolesny dramat, a nie robić z tej tragedii żeru dla tłumów, skandalu czy prasowej sensacji. A wszystko po to, aby potem na prawo i lewo opowiadać patrzcie jacy są ci księża. A jacy są? Są tacy jak wszyscy ludzie. Są tacy jak my jesteśmy. Ich wielkość jest naszą wielkością. Ich małość jest wyrazem naszej małości. Oni są nami. W jakiś sposób my odbijamy się w nich jak w lustrze. Walczą sami ze sobą, chcąc każdego dnia być godniejsi posługi, którą spełniają. Fakt – niekiedy przegrywają. I gdzie tu sensacja? W tym, że ktoś postawił sobie wysokie ideały i w pewnym momencie zabrakło mu sił do ich realizacji? Kim są wiec ci ludzie w sutannach? Dla jednych dziwakami i nierobami, dla drugich urzędnikami instytucji zwanej Kościołem, jeszcze dla innych istotami otoczonymi nimbem tajemniczości. A tak naprawdę są to ludzie, którzy z miłości do Chrystusa podjęli się trudnej misji reprezentowania Mistrza w określonym miejscu i czasie. Ludzie, którzy codziennie walczą sami ze sobą, aby dochować wierności Chrystusowi. To prawda, trudno ich czasem zrozumieć, lecz jakże łatwo uczynić „bohaterami” brukowych sensacji. Z nimi jesteśmy bogaci. Bez nich – choćbyśmy posiadali wszelkie bogactwa ziemi – tak naprawdę posiadamy niewiele.

KS. NORBERT SAROTA